|
Archiwum
Zakładki:
Różniste
|
wtorek, 06 lutego 2007
poniedziałek, 04 grudnia 2006
Praca za seks?
Poseł Stanisław Łyżwiński. Największy ogier w polskim Sejmie. Prawdziwy przystojniak. Na zdjęciu Łyżwiński proponuje posłance Hojarskiej pracę.
środa, 18 października 2006
Maciej Rybiński
W dzisiejszym Dzienniku publicysta Faktu i Dziennika wysmarował sobie łeb wazeliną i superprofesjonalnie wlazł w dupę swojemu podwójnemu pryncypałowi, Grzegorzowi Jankowskiemu. "Na tej liście (50 najbardziej wpływowych Polaków wg tygodnika Wprost) zabrakło mi jednego nazwiska - Grzegorza Jankowskiego, redaktora naczelnego Faktu i dyrektora wydawniczego Dziennika. Człowieka, który dwa razy odniósł fenomenalny sukces - raz wprowadzając na rynek Fakt, i drugi raz, współtworząc Dziennik (...). Co Grzegorz Jankowski zrobił z Faktu: gazetę dla wszystkich, w której mogą się znaleźć rzetelne analizy polityczne, poważne komentarze na dodatek pisane zrozumiałym językiem, wypowiedzi polityków, autorytetów, ludzi Kościoła. Wszystkich. A dalej - poza morderstwami i ładnymi dziewczynami, o których tak chętnie mówi się ze wstrętem, poruszanych jest mnóstwo spraw bardzo przyziemnych, ale ważnych dla zwykłych ludzi. (...) Imponują mi osiągnięcia Faktu choćby w zakresie edukacji prawnej i obywatelskiej społeczeństwa. (...) Co do tego, że czytelnicy Faktu są gorsi od czytelników Gazety Wyborczej, mniej rozwinięci intelektualnie, w ogóle mniej rozgarnięci, miałbym wątpliwości. Jako felietonista Faktu dostaję sporo listów od czytelników i nie dostrzegłem, żeby były inne od tych, które otrzymywałem pracując w mediach z tzw. wyższej półki." Prawda, że ten pean na cześć przełożonego mógłby równie dobrze brzmieć tak? "Czasem, aż oczy bolą patrzeć jak się przemęcza, dla naszego klubu, prezes Jankowski Grzegorz, naszego Faktu tęcza. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy wtykają mu szpilki. To nie ludzie - to wilki! To mówiłem ja - Rybiński Maciej, dziennikarz drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat! To jeszcze ja - Rybiński Maciej, bo w zeszłym tygodniu nie mówiłem, bo byłem chory. Mam zwolnienie. Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu. Niech żyje nam. To śpiewałem ja - Rybiński."
piątek, 15 września 2006
Poseł Artur Zawisza
A niby tak sympatycznie wygląda, prawda?
A taka kanalia. Kim jest poseł Zawisza? - jednym z ojców założycieli Naszego Dziennika - eurosceptykiem (jako jeden z nielicznych w PiS, był przeciwnikiem akcesji Polski do Unii Europejskiej) - członkiem Klubu Zachowawczo - Monarchistycznego - zwolennikiem przywrócenia w Polsce monarchii (będziemy składać fundamentalny postulat ustrojowy, jakim jest restauracja monarchii (...) Zapanuje hierarchiczny porządek, na którego szczycie stanie monarcha namaszczony przez Boga, jako gwarant wolności i dobrobytu) - antydemokratą (Jesteśmy antydemokratami. (...) Państwo demokratyczne jawi się nam jako zagroda bez gospodarza, gdzie każdy może wejść i zniszczyć lub zabrać ze sobą to, co mu się tylko spodoba.) - antyfeministą (inne są życiowe powołania kobiet, a inne mężczyzn.) - antykomunistą od dziecka (Walka z klasową prymuską i pupilką owej nauczycielki, która, jak trzeba było składać kwiaty pod pomnikiem sowieckim, była tam pierwsza. Gdy wychodziła ze szkoły, ustawiliśmy się z kolegami w szpalerze i nuciliśmy hymn radziecki, ironicznie się uśmiechając. Moją działalność nauczyciele wykryli w maju 1982 roku. Wybuchł skandal, miałem wylecieć ze szkoły) - tradycjonalistą (Dom, łąka, ciocia, podwórko, kościół - to są miejsca spotkań.) - onanistą (Przez całą szkołę średnią i część studiów żyłem w półcelibacie. Byłem zdania, że są rzeczy ważniejsze niż uganianie się za dziewczynami.) - rasistą (Byłem autorem odezwy w sprawie ludzi długowłosych na KUL. Uważałem, że na egzaminach wstępnych należy ich traktować sceptycznie. Uniwersytet nie jest obowiązkowy - niech więc długowłosy kandydat poszuka sobie miejsca gdzie indziej.) - zwolennikiem wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę (Konsekwencje gospodarcze będą takie, że pieniądze, które miałyby być wydane w niedzielę, nie zostaną przez konsumentów zjedzone, ale zostaną wydane w poniedziałek, wtorek, środę, czwartek, piątek, sobotę...) - ultrakatolikiem (Nie jest ważne, by ludziom żyło się dostatnio, lecz byśmy osiągnęli zbawienie wieczne) - narcyzem (Artur już dawno mówił, że jest najwybitniejszym politykiem pochodzącym z Lubelszczyzny - Konrad Rękas) - jednym wielkim chodzącym konfliktem interesów (był szefem rady nadzorczej spółki Estern Enterprises z Zamościa założoną przez stowarzyszenie Młode Wilki, której Poczta Polska, zdominowana przez ludzi ZChN, zleciła wykonanie filmu reklamowego. Pieniądze z tej spółki przelewane były na konto Fundacji Rozwoju Komunikacji Społecznej, której założycielem był również Zawisza.) - przyjacielem Aleksandra Gudzowatego (Gudzowaty zaprosił Zawiszę do zarządu założonej przez siebie fundacji Crescendum Est Polonia, która przyznaje stypendia uzdolnionej młodzieży. Zawisza w imieniu ZChN pomagał Gudzowatemu przepchnąć przez parlament ustawę stypendialną, którą wspólnie przygotowywali. – To bardzo sympatyczny młody człowiek – mówi Gudzowaty.) - miłośnikiem ping ponga - mężem Marzeny z Arcimowiczów - ojcem trojga dzieci: Marty Marii, Magdaleny Marii i Wojciecha Marii (Na cześć Najświętszej Marii Panny oczywiście) - znawcą języka rosyjskiego (Mołczat' sobaki - rzucone do posłów SLD z trybuny sejmowej) Ale nade wszystko Artur Zawisza jest niewiarygodnym chamem.
środa, 30 sierpnia 2006
Posłowie LPR: Sobczak i Masin
Arnold Masin i Bogusław Sobczak. Poinformowali, że jeśli potwierdzą się informacje Życia Warszawy, to zwrócą się do kapituły przyznającej Order Orła Białego o odebranie Jackowi Kuroniowi tego odznaczenia. Wpisałem w googla tych dwóch panów. Tak wyglądają:
Warto zapamiętać te dwa parszywe ryje. Ten z prawej, Sobczak, ma 27 lat. Ekonomista z Kobylca (gmina Łapanów). Dwukrotnie wybierany na wiceprezesa Młodzieży Wszechpolskiej. Organizator akcji "Wykopmy homoseksualizm z Krakowa". Wygłosił w Sejmie 41 wypowiedzi, zgłosił 27 interpelacji, 12 zapytań i 2 pytania w sprawach bieżących. Złożył jedno oświadczenie (w sprawie swoich nazistowskich pozdrowień). Bo Sobczak zasłynął kiedyś tym, że z ogromnym rozbawieniem zabawiał się z kumplami z Młodzieży Wszechpolskiej pozdrawiając się superfajnym gestem Heil Hitler.
Kilka tygodni temu policja znalazła go jak spał najebany na Polach Mokotowskich. Dziennikarzom tłumaczył, że odpoczywał po wyczerpującym joggingu. Fakt, że był w lakierkach czyni jego tłumaczenie bardzo wiarygodnym.
Ekscesy Sobczaka skrzętnie odnotowuje internetowy serwis Bochnianin. Ten drugi, Masin, ma 29 lat. Polska Wikipedia wymienia go obok Arnolda Schwarzeneggera jako jednego ze słynnych Arnoldów. Dziwne, że na liście nie pojawił się również Arnold Buzdygan. Jest informatykiem z Bełchatowa (urodził się w Staszowie). Wygłosił w Sejmie 30 wypowiedzi, zgłosił 12 interpelacji, 18 zapytań, 1 pytanie w sprawach bieżących (ws. wojny w Iraku). Oświadczenie też zaliczył jedno - w sprawie zbyt pochopnych jego zdaniem działań prywatyzacyjnych rządu Marcinkiewicza.
Jego pierwszy wyczyn polityczny to kradzież nazwy Partia Demokratyczna. Kiedy okazało się, że dawna Unia Wolności zamierza się przekształcić w Partię Demokratyczną, Masin czym prędzej zarejestrował nazwę. Stanął na czele nowej partii, zapowiedział, że będzie to partia ludzi młodych, niezwiązanych z żadną z istniejących obecnie partii politycznych, walcząca ze stagnacją polityczną. Zbieżność nazw z PD Frasyniuka to oczywiście przypadek. Masin zwrócił się zresztą do Hausnera i Frasyniuka, żeby nie posługiwali się nazwą jego partii. Był już kimś, w nagrodę dostał od LPR pierwsze miejsce na liście kandydatów do Sejmu w Piotrkowie i zaczął rozdawać karty w swojej partii. Kolega z partii, Jan Matusiak, płacił mu łapówki za wysokie miejsce na listach wyborczych. Masin twierdzi, że łapówki przekazywał Honorowym Krwiodawcom. Jak już pan Masin dostał się do Sejmu, to też miewał fajne pomysły. Wystosował np. oficjalne zapytanie do Ministra Sprawiedliwości, czy nie możnaby w Polsce postawić przed sądem znanego pedofila, Romana Polańskiego za to, że 30 lat temu bzyknął był nastolatkę. Kiedy indziej poseł Masin, ubolewając nad losem polskich żołnierzy w Iraku, powiedział: widać ze Prezydent Kaczyński przejął pewne cechy osobowe od swojego poprzednika zwłaszcza, jeśli chodzi o służalczość wobec USA, ale cóż w końcu na drugie mu Aleksander… W takich czasach przyszło nam żyć. Te dwie młode parszywe gnidy szargają dzisiaj legendą. Obrzydliwe to wszystko.
środa, 26 lipca 2006
Fakt i Ewa Sałacka
Jakieś pół roku temu dziennik Fakt popełnił materiał o Ewie Sałackiej. Zrobili zdjęcie jej dekoltu - nie spodobały się piersi pani Ewy. Że obwisłe, że stare, że brzydkie. Że to wstyd. "Pomarszczona skóra, biust smętnie zwisa" -pisał Fakt. W sobotę obtrąbili "Wielki sukces Faktu". Pojawiło się nowe zdjęcie dekoltu pani Ewy - tym razem apetycznego i jędrnego. Fakt triumfował: "Ewa naprawiła sobie biust! (...) Musiała na naprawę wydać kilkanaście tysięcy złotych. (...) Brawo Ewo - to naprawdę dobrze zainwestowane pieniądze!" -triumfował zadowolony z siebie pseudodziennikarzyna o inicjałach DL. Dzień później pani Ewa zmarła. Śmierć nie miała nic wspólnego z obrzydliwymi tekstami w Fakcie - ukąszenie osy spowodowało wstrząs anafilaktyczny. Dzisiaj Fakt już płacze, razem z rodziną pani Sałackiej. "Ależ okrutna śmierć! Zabiła ją osa! Nikt nie zasługuje na taką potworną śmierć!" Tak sobie myślę - jakim to trzeba być parszywym skurwielem, jaką gnidą bez kręgosłupa, żeby pracując w czymś takim, pisząc dla czegoś tak ohydnego, móc codziennie patrzeć w lustro. I to bez obrzydzenia.
niedziela, 02 kwietnia 2006
Prośba do Prezydenta
Dzisiaj jest specyficzny dzień. Wszyscy wiedzą dlaczego. Rok temu o tej samej porze cudowne było to, że na cały tydzień z telewizji zniknęły gęby polityków. Minął rok, powinno być podobnie, zwłaszcza że polityków mam dość jeszcze bardziej niż rok temu. Niestety jest jeden polityk, który pcha się dzisiaj przed kamery. Prezydent Kaczyński. Był w Krakowie, był w Wadowicach, wybiera się na mszę w Warszawie. Zbolałym głosem opowiada dziennikarzom jak bardzo zmienił go ("choć katolikiem byłem przecież zawsze") ten pontyfikat. Kwach rok temu potrafił uszanować ten ogólnopolski apolityczny papieski spokój. Tę ciszę. Tę kontemplację. Te łzy. To współodczuwanie kompletnie od polityki oderwane. Potrafił Belka. Potrafi to uszanować Marcinkiewicz. Lech Kaczyński nie potrafi. Musi mieć swoje pięć minut. Szkoda. Wolałbym go nie oglądać w ten dzień. Panie Prezydencie, proszę pozwolić mediom odpocząć od siebie w te dni. Teraz już za późno - ale za rok ma Pan kolejną szansę. Bardzo proszę.
piątek, 02 września 2005
Marek Siwiec w Trójce
Hipokryta pierdolony. Odsądza od czci i wiary kandydata Religę za to, że ten chce ustąpić na rzecz kandydata Tuska. Po co kandydowałeś Zbigniewie? - grzmi. Jak mogłeś tak przedmiotowo potraktować wyborców? - dramatyzuje. Ciekawe dlaczego pan Siwiec tak się nie oburzał, kiedy media huczały od plotek, że kandydat Borowski ustąpi na rzecz kandydata Cimoszewicza.
niedziela, 29 maja 2005
Lepperokityzm
Jan Maria Rokurwita. Nie ma w polskiej polityce bardziej cynicznego gnoja. Może jeszcze Lepper i Korwin Mikke. Każda wypowiedź Rokity jest cyniczną manipulacją. Przykład z dziś: Olejnik prosi Rokitę o stanowisko ws. zakazu dla manifestacji równości. Na to Rokita wygłasza jakiś pierdolony pean w obronie moralności: że niby on nie ma nic przeciwko manifestacjom ale jest przeciwny obnoszeniu się ze swoją seksualnością. I że gdyby np. nastoletni onaniści zorganizowali manifestację na rzecz masturbacji, to on byłby przeciwko. Wyjątkowa gnida - wiadomo, że z takim stanowiskiem nie sposób się nie zgodzić tyle, że to nie jest stanowisko w sprawie. Bo przecież to nie jest tak, że to ma być manifestacja obnoszenia się z pedalstwem. Dlatego chyba razem z żoną i z dzieckiem pójdę na tę manifestację. Bo choć mam ją w dupie, to nie życzę sobie żeby taki jeden kutas Rokita z chujem Kaczyńskim nie pierdolili, że ta manifestacja to demonstracja pedalstwa i zagrożenie dla polskiej rodziny.
piątek, 06 maja 2005
Coś mnie nic nie wkurwia
Wiele mnie ostatnio nie wkurwia. Jakiś się zrobiłem bardziej tolerancyjny czy co? Z pewnością odbije się negatywnie na jakości tego bloga. Dawniej bym się na pewno wkurwił na Urbana, że nie umie uszanować ludzkiego smutku po śmierci papieża. Teraz mu jedynie współczuję. Pewnie bym się wkurwił na wynik wczorajszego głosowania w Sejmie. Pewnie bym ponarzekał na trzymających się stołków posłów SLD. Teraz myślę sobie, że mam to w dupie. Głęboko. Powkurwiałbym się na prezydenta Warszawy Kaczyńskiego i jego wysokie wyniki w sondażach. Bo nie lubię dziada. Ale co tam - niech sobie zostaje tym prezydentem, niech leni się na tym stołku tak jak się leni jako prezydent Warszawy. Z Bogiem. Wkurwiłbym się na sprawę ojca Hejmo. Na to w jaki sposób zostało to poprowadzone i przedstawione w mediach. Na to, że się teraz opluwa księdza Malińskiego. Tyle, że chyba bardziej mnie to smuci niż wkurwia. Tak jak mnie smuci to, że zaraz się zacznie kampania wyborcza i wszystkie szczury wylezą ze swoich nor i będą się licytować, kto z nich jest bardziej papieski od samego ŚP Ojca Świętego. I tak sobie tylko myślę, że zajebisty był ten tydzień kiedy z mediów zniknęli politycy. Nikt na nikogo nie pluł, nikt nie zionął nienawiścią, nikt nie kłamał. Mogłyby nam media fundować raz na jakiś czas taki tydzień bez polityków. Jest dzień bez papierosa, bez samochodu. Niech zrobią dzień bez polityków. |